Pożytki z gingera

Ginger to taka fajna, użyteczna aplikacja (ach, co za słowo) na telefon komórkowy. Dzięki niej mogę w każdej chwili sprawdzić rozkład jazdy i czasy odjazdów z dowolnego przystanku każdego autobusu lub tramwaju. Ostatniej soboty aplikacja ta bardzo mi się przydała.
Miszka (na szczęście już zdrowa) pochłonięta licznymi sprawami na mieście wzięła naszego rolls-royca i pognała w siną dal pozostawiając mnie sam na sam z Zo i Frankim. Za oknem świeciło co prawda słońce, ale zimny wiatr przypominał, że wciąż mamy jeszcze kalendarzową zimę. Siedzieć jednak w domu nie było dobrym pomysłem w kontekście wzbierającej w dzieciach fali nadmiernej energii życiowej.
– Jedziemy do Małpiego Gaju – zaproponowałem wycieczkę na plac zabaw pod dachem.
– Hurra!-
odpowiedzieli okrzykiem, niczym gotująca się do ataku krasnaja armia.
Dzięki gingerowi sprawdziłem o której odjeżdża nasz autobus i radośnie ruszyliśmy na przystanek. Autobus przyjechał z pewnym opóźnienie, ale za to mogliśmy zająć aż cztery miejsca siedzące: Zo, Franki, ja, a na czwartym fotelu na spółkę Miś Odżo i Miś-Krzyś Frankiego. Przed nami 11 przystanków. W połowie drogi mijaliśmy dom Karolinki.
– A może wstąpimy do Karolinki? – zaproponowałem.
– Nie… Do Małpiego Gaju – odpowiedzieli zgodnie.
W Małpim Gaju prawdziwe szaleństwo. Zjeżdżalnie, drabinki, dmuchany zamek, tunele, zabawa w basenie z piłkami. A licznik tykał nieubłaganie i nabijał kolejne złotówki do rachunku. Aby nie okazało się, że jestem niewypłacalny musiałem zaproponować im coś tak atrakcyjnego, co odwróciłoby ich uwagę od placu zabaw.
– Chcecie jechać do McDonald’sa?
-Taaaak! – znów zawrzała w dzieciach krew czerwonogwardyjska.
Sprawdziłem na gingerze kiedy odjeżdża najbliższy autobus i ruszyliśmy na przystanek. Do McDonald’sa 9 przystanków.
W połowie drogi mijamy dom Karolinki.
– A może wstąpimy do Karolinki? – zaproponowałem kolejny raz.
– Nie… Do McDonald’sa – wyszeptał zapadający w lekką drzemkę Franki.
Zaliczyliśmy więc Mcfrytki i McNuggetsy. Niestety, skończyły się atrakcyjne zabawki w zestawach Happy Meal, co Franki skwitował żałosnym rykiem. Wmówiłem mu, że wałek na pieczątki, który dostał jest narzędziem szpiegowskim do robienia tajnych znaków. To go uspokoiło.
No, to jakoś przebrnąłem przez ten dzień. Zbliżała się bowiem godzina o której Miszka miała powrócić z miasta.
-To co, zbieramy się do domu – powiedziałem zmęczonym głosem do dzieci.
– Nieeee! – zakrzyknęli równocześnie. – Teraz chcemy jechać do Karolinki.
Wzdychnąłem ciężko i sięgnąłem po komórkę, by na gingerze sprawdzić o której jedzie najbliższy autobus.
 

 
Kuzynka Karolinka

O tatamaracje

Z wykształcenia politolog, dziennikarz i doradca życia rodzinnego. Z miłości mąż i ojciec dwójki obecnie nastolatków: Zosi i Franka. Lubię pisać, tworzyć wszelakie formy pisane od bloga, poprzez recenzje książkowe na drobnych utworach literackich kończąc. Obecnie pracuję w drukarni akademickiej i prowadzę kursy przygotowawcze dla narzeczonych.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *