Zdarzyło się, że Jezus wyszedł na górę, aby się modlić i całą noc spędził na modlitwie do Boga. (Łk 6,12)
Podczas moich studiów wybrałem się na samotną wyprawę w góry. Taką miałem ideę, że jak trochę poprzebywam sam ze sobą w okolicznościach przyrody, to pewne rzeczy mi się w głowie poukładają. Jednak zamiast jasnych odpowiedzi mnożyły mi się pytania, wątpliwości i lęki. Gdy dotarłem na Wysoki Kamień znalazłem sobie ustronne miejsce na skale i spojrzawszy na cały świat pode mną zacząłem modlić się do Boga Ojca. Mając ziemię pod sobą i niebo wokół mnie miałem wrażenie, że uzyskałem jakąś większą bliskość ze Stwórcą, że tu w tej ciszy usłyszę Jego głos. Miałem taką cichą nadzieję, że stanie się coś niezwykłego, że otrzymam znak, jakieś wyraźne natchnienie. Panie Boże, co mam zrobić ze swoim życiem? Czego Ty ode mnie oczekujesz? Co jest moim powołaniem?
W tamtych czasach nie miałem żadnych, nawet najmniejszych widoków na założenie rodziny. Dlatego tak bardzo zastanawiałem się nad swoim powołaniem, posłannictwem, życiową drogą. Budziło to mój wielki niepokój i stąd te oczekiwania na wyraźny sygnał z góry. Jedno Twoje słowo, a rzucę wszystko i pójdę za Tobą. Nic jednak się wtedy nie wydarzyło, niebo nie przemówiło. Tak mi się wówczas wydawało. Lekko rozczarowany schodziłem z góry i wracałem do rzeczywistości dnia codziennego.
Od tego czasu minęło już dwadzieścia parę lat. Wciąż jednak silnie w pamięci mam wyryty ten wspomnieniowy obraz mojej modlitwy z Wysokiego Kamienia. I choć niejednokrotnie później zdobywałem różne szczyty i zachwycałem się pięknem oraz potęgą gór, to żadne inne wydarzenie tego typu nie zapadło mi w pamięci, jak właśnie tamto. Pan Bóg przemówił do mnie swoim milczeniem. Dopiero teraz z perspektywy tych dwudziestu lat potrafię odczytać zamysł Boży wobec mnie.
Dziś jestem mężem i ojcem. W ten weekend podczas rekolekcji otrzymaliśmy oboje z żoną przedłużone przez naszego biskupa na kolejne trzy lata misje kanoniczne do głoszenia nauk o małżeństwie i rodzinie. Odnalazłem swoje miejsce w życiu, Kościele, w rodzinie. Jako młody dwudziestolatek wszystko chciałem mieć natychmiast, jasne odpowiedzi, znaki z nieba, cudowne wizje przyszłości. Pan Bóg jednak działa przez czas. Nic od razu, nic natychmiast. Bożą perspektywą jest przecież wieczność.
Dziękuję Ci Panie, za tą chwilę wtedy, tam na górze. Dziękuję za Twoje milczenie, które oznaczało, że wszystko jest w porządku, że nie mam się lękać, miotać, smucić, oburzać. Bóg miał dla mnie plan. Ale potrzebowałem czasu, aby to zrozumieć.
