Ostatnio miałem takie oto refleksje dotyczące fragmentów Pisma Świętego. Jezus przemieszczał się po Palestynie, spotykał się z ludźmi, jadał z nimi posiłki, uzdrawiał. Syn Boga przebywał pośród ludzi. Czy Marta, która przygotowywała dla Niego posiłek miała tego świadomość? Czy Maria obmywająca Jego stopy widziała w Nim kogoś więcej niż tylko przystojnego nauczyciela (J 12)? Jezus gdy przebywał u Łazarza mówił, że jest w domu swego przyjaciela, którego miłuje (J 11). Jezus gdy uzdrawiał dotykał chorych, ich oczu, rąk (ujął córkę Jaira za rękę Mk 5, 41-42). Myślę o tych wszystkich ludziach wymienionych na kartach Pisma Świętego, jako o wybrańcach, którzy mieli jedyną w historii ludzkości możliwość namacalnie obcować z Bogiem. A jednak nie wielu umiało to dostrzec, jeszcze mniej zrozumieć i pojąć. W czytaniu na dzisiejszy dzień (Mt 13, 54-58) wiele osób, które znało Jezusa od urodzenia szczerze powątpiewało w Jego boską naturę:
,,Skąd u Niego ta mądrość i cuda? Czyż nie jest On synem cieśli? Czy Jego Matce nie jest na imię Mariam, a Jego braciom Jakub, Józef, Szymon i Juda? Także Jego siostry czy nie żyją wszystkie u nas? Skądże więc u Niego to wszystko?”.
Jak ja bym postąpił na miejscu tych ludzi? Uwierzyłbym? A może głośno protestował przeciwko jawnemu bluźnierstwu? Dziś modlę się: Panie Jezu przyjdź, dotknij mnie, chcę poczuć Twoją bliskość. Zazdroszczę tym, którzy dwa tysiące lat temu odczuli na sobie dotyk lub spojrzenie Zbawcy. Ale mówię to ja, dziś bogatszy o dwa tysiące lat doświadczenia Kościoła. A wtedy? Jak bym postąpił?
Odpowiedź przyszła sama podczas porannej mszy świętej u dominikanów. Ksiądz podczas krótkiego kazania powiedział, że nasze wątpliwości rozwiewa każda komunia święta. To dlatego Jezus ustanowił Najświętszy Sakrament abyśmy wszyscy, nawet ci żyjący dwa tysiąclecia po wydarzeniach w Jerozolimie, mogli każdego dnia odczuwać Jego bliskość. Bliskość Boga, który przecież jest Bogiem Żywym. Przychodzimy do niego z tymi naszymi ułomnościami, zwątpieniami, czasem pretensjami. Bóg sobie z tym poradzi. Przyjmie nas takimi, jacy jesteśmy. Pytanie tylko, czy my sami tego chcemy?
