Upragnione przez Zośkę Moshi Monsters stały się jej imieninowym prezentem. Ale nie tak od razu i nie tak od ręki. Moshi Monsters to książeczk o stworkach zawierająca ich charakterystyki. Ponieważ trudno było dostać tą fachową literaturę dziecięcą w księgarni postanowiliśmy zamówić ją w internecie. I żeby frajdy było więcej zamówiła ją sama Zośka w dniu swoich imienin. Losy przesyłki można było śledzić w internecie, więc wiedzieliśmy, że książka dotrze na naszą pocztę we wtorek. Zo nie mogła się doczekać. Budząc się rano we wtorek żyła już nadzieją odebrania przesyłki. Po szkole nie czekając już na aviso pojechaliśmy od razu na pocztę.
Wparowaliśmy we trójkę: Zo, Franki i ja do środka naszej małej poczty i od razu z uśmiechem zapytaliśmy się czy jest nasza upragniona paczka. Była.
– Oto adresatka tej przesyłki – wskazuję na Zo, która tylko nieco przewyższała blat okienka. – Ona odbierze, a ja pokwituję odbiór.
Pani w okienku uśmiechnęła się, ale chyba nie dokońca zrozumiała moją intencję.
– Czyli pan odbiera jako mąż?
Popatrzyłem na moją śliczną i uszczęśliwioną Zośkę i odparłem:
– Nie, jako ojciec.
Dopiero wtedy pani baczniej przyjrzała się mojej córce.
Zo dostała upragnioną książkę. Ma z tego niesamowitą frajdę. Nie rozstaje się z nią i wciąż jest w nią wczytana. Cieszę się, że ma prezent imieninowy, który sama sobie załatwiła.
