Piszemy scenopis

Nasze dzieci już czwarty tydzień siedzą na chorobowym w domu. Po fali gorączek z początku tego tygodnia od wczoraj stan zdrowia się nieco ustablizował. Niestety stan ozdrowienia przekłada się na większą aktywność fizyczno-motoryczną naszego potomstwa. A wiadomo, dzieci po miesięcznym siedzeniu w domu  z nudów po prostu chodzą po ścianach. Dosłownie (jażeli ktoś by wątpił zapraszam do oglądania śladów w naszym mieszkaniu). Dlatego wczoraj po obiedzie wymyśliłem dla Zo i Frankiego zabawę w teatrzyk pacynkowy. Ponieważ pacynki odnalzły się w koszu z pluszakami pozostało nam jedynie przygotowanie scenografii i stworzenie scenopisu.

I tu właśnie chciałbym opisać rzecz najciekawszą. Wydawało mi się, że na obecnym poziomie rozwoju intelektualnego moich dzieci bardziej atrakcyjne będzie przygotowanie scenografii. Tymczasem Zo i Franki za lepszą zabawę uznali pisanie sztuki. Zo chwyciła za długopis i wielkimi literami napisała: ,,KSIENŻNICZKA. DAWNO TEMU ŻYŁA SOBIE KRULEWNA. JESTEM KRULEWNA A TY? JA TAKŻE JESTEM CZERWONY KAPTUREK…” Sztuka została szybko rozpisana na role: Królewna, Czerwony Kapturek, Babcia, Grajek i Rodzina ZAJONCUF. Poniżej przytaczam co niektóre fragmenty dialogów:

,,GRAJEK. GRAJKU PSZYNIESZ MI STROJE ALE JUSZ I DLA MOJEJ KOLEŻANKI.          – TAK JEST MOJA PANI”.

,,RODZINA ZAJONCUF. MOJI DRODZY HCIAJ WAM DACZ PREZENTA – ALE NIE MAMY. – MAMO HCE JESZC                                                                                                               – MAMY TYLKO ZUPA”.

Franki patrząc na to zazdrosnym okiem zaczął tworzyć własny scenariusz. Musiałem mu w tym dopomóc zamieniając się w osobistą sekretarkę. Notowałem dokładnie słowo w słowo: ,,Ale było jeszcze inne królestwo, które chciało stoczyć bitwę z nimi, ale odechciało im się wojny. Oni kusili, no i w końcu wreszcie się zgodzili za sto pieniędzy i gdy już wreszcie była wojna i zaatakowali z drugiej strony to uratowała ich inna dobra armia…”

Scena została wybudowana szybko za pomocą dwóch krzeseł i narzuconego na nie koca. Widownią była Misza. Zo bardzo przeżywała swój pierwszy napisany przez siebie utwór dramatyczny i z prawdziwym zaangażowaniem reżyserowała cały spektakl. Oczywiście pomagałem jej w tym i gorliwie spełniałem jej reżyserskie polecenia. Musiałem grać Babcię i Czerwonego Kapturka równocześnie.Najtrudniej jednak było z całą Rodziną Zajoncuf.

Po spektalku Zo miała nastąpić prezentacja sztuki Frankiego, ale ten się obraził i uciekł do kuchni. Na pytanie co się stało odparł, że on planował widowisko z większym rozmachem. Elementami scenografii miały być zamek i obraz pola bitewnego. Poza tym nie było wystarczającej liczby kukiełek przedstawiających wojsko. Wobec takiego braku profesjonalizmu (za który oczywiście obwiniany byłem ja) mega produkcja nie mogła zaistnieć na deskach światowego teatru.

Widać, że Franki to wielki artysta. A każdy wielki artysta ma swoje humory. Takie już jest to artystyczne życie .

O tatamaracje

Z wykształcenia politolog, dziennikarz i doradca życia rodzinnego. Z miłości mąż i ojciec dwójki dorosłych już dzieci. Lubię pisać, tworzyć wszelakie formy pisane od bloga, poprzez recenzje książkowe na drobnych utworach literackich kończąc.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *