Patrząc z okna

Nie lubię już zimy. Im starszy się staję tym moja niechęć wzrasta. Będąc dzieckiem cieszyło mnie lepienie bałwana, jazda na sankach, później na nartach. Teraz spoglądając na opady śniegu za oknem dręczę się myślami czy rano samochód odpali i ile kilogramów białego paskudztwa będę miał do odgarnięcia przed domem. Czekam z utęsknieniem wiosny. W zeszłym tygodniu wziąłem się nawet za porządki na ogródku. A tu tymczasem w poniedziałek rano zasypało nas znowu śniegiem. Okropność. Dzieci chore i trzeba było jechać z nimi do lekarza. Odległość sześciu kilometrów pokonywaliśmy samochodem w ogromnym korku przez 45 minut.

Jednak przy całej tej mojej nienawiści do zimy i białego puchu muszę się do czegoś przyznać. Lubię wieczorami wejść do ciemnego pokoju dzieci na piętrze naszego domu i popatrzeć parę minut przez okno. Widok prowadzi w kierunku lasu. Zasłaniają go co prawda dachy sąsiednich domów, ale i one pokryte śniegiem tworzą przepiękną kompozycję. W poświacie księżyca widać dymy unoszące się z kominów. Palą się światła w oknach. Śnieg zalega też na drzewach i krzewach przydomowych ogródków. Wszystko to wygląda jak baśniowa kraina, jak pocztówka bożonarodzeniowa. Kontempluję ten widok i przez te parę minut jednak kocham zimę.

O tatamaracje

Z wykształcenia politolog, dziennikarz i doradca życia rodzinnego. Z miłości mąż i ojciec dwójki dorosłych już dzieci. Lubię pisać, tworzyć wszelakie formy pisane od bloga, poprzez recenzje książkowe na drobnych utworach literackich kończąc.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *