Pieczemy babeczki

W domu mamy prawdziwy szpital. Zo już trzeci tydzień przechodzi rekonwalescencję po obustronnym zapaleniu ucha. Franki co prawda kaszlał i churchlał, ale po rutynowej inspekcji przeprowadzonej w ośrodku zdrowia został zakwalifikowany do niegroźnej odmiany lekko podziębionych. Natomiast Miszę to zwaliło doprawdy z nóg. Po prostu padła na posterunku. Termometr wykazał u niej 39 stopni i Misza musiała powędrować do łóżka. Przez niemalże cały wczorajszy dzień nasze pociech musiały zająć się same sobą. Nie wiem jakim cudem, ale powalona gorączką Misza miała na tyle siły, żeby wstać zrobić dzieciom nie tylko śniadanie, ale jeszcze ugotować obiad. Gdy wróciłem do domu późnym popołudniem nie wiedziałem za co się chwytać. W kuchni sterta naczyń do pomycia, w pokoju pełno papierowych ścinek (efekt cichych zajęć najmłodszych domowników), w łóżku chora Misza i na to wszystko jeszcze chóralny atak młodzieży, która rzuciła się na mnie w nadziei, że natychmiast zacznę się nimi zajmować. Po woli zacząłem więc po trochu porządkować sprawy. Przygotowanie lekarstw, zrobienie porządku, no i kwestia wymyślenia zajęcia dla młodych. Przewidując już wcześniej taką sytuację nabyłem w sklepie zestaw do pieczenia małych babeczek posypywanych czekoladą. Przystąpiliśmy więc do pieczenia. Dwóch małych pomocników kucharza przybrało się w kucharskie fartuchy i śmiało ruszyło do mieszania składników. Jednak najwięcej uciechy było przy czekoladowej posypce. Połowa posypki nie trafiła na babeczki, tylko prosto w zachłanne paszcze pomocników. Ciasto zostało przelane w papierowe foremki, wstawione do piekarnika i zostawione w nim na piętnaście minut. Miny młodych piekarzy wpatrujących się z niecierpliwością w szybę piekarnika są po prostu widokiem bezcennym.  Po wyjęciu gotowych babeczek i odczekaniu aż ostygną trzy zostały skonsumowane natychmiast. Reszta została na następny dzień, czyli na Dzień Kobiet w myśl sloganu: babeczka najlepszym prezentem dla kobiety!

O tatamaracje

Z wykształcenia politolog, dziennikarz i doradca życia rodzinnego. Z miłości mąż i ojciec dwójki dorosłych już dzieci. Lubię pisać, tworzyć wszelakie formy pisane od bloga, poprzez recenzje książkowe na drobnych utworach literackich kończąc.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *