Ostatni weekend ferii. Na ich zakończenie gościliśmy w naszym domu kolegę Frankiego – Kubę, który u nas ,,unocował” (to jakże piękne określenie jest słowotwórczym wymysłem naszego syna). Następnego dnia żeby Franki z Kubą do spółki z Zo nie roznieśli nam mieszkania trzeba było zająć ich czymś i wymyślić jakieś atrakcje. Najlepsza w wymyślaniu takich rzeczy jest oczywiście Misza. Ja ograniczyłem się jedynie do wyjęcia z szuflady gry planszowej z mojego dzieciństwa ,,Magia i miecz”. Tajemny świat goblinów, elfów, wróżek, koboltów, krasnali i tym podobnych dziwnych stworzeń zaciekawił młode audytorium. Był to więc dobry pomysł, ale na jakieś… pół godziny. Na tyle wystarczyło cierpliwości młodzieży. Grę przerwał Franki, któremu się nie spodobało, że ma mniej czarów od Zo, a Kuba w połowie gry stwierdził, że zmienia swego bohatera. No i było po zabawie. A jednak ten niepozorny epizod miał przełożenie na późniejszą twórczą fantazję Zo i Frankiego. Jeszcze tego samego dnia Zo wymyśliła i narysowała swoją wersję gry. Stworzyła nawet opis i zapisała postacie występujące w jej grze. Pojawiła się więc Wojowniczka, Smok, Rycerz, Wilk i POTFUR.
Franki chyba pozazdrościł siostrze i już następnego dnia poszedł w jej ślady i szybko stworzył swoją wersję gry.
Oto ich dzieła:
Zo i jej gra wraz z opisem. Pisownia oryginalna.
Koncepcja Frankiego. Opisy made by Misza.





Super, pomysłowe dzieciaki. Nawet krótka gra, która niby wydawał się nudna, a zadziałał na ich wyobraźnię