Dokonaliśmy z Miszą zakupu planowanego już… od ładnych kilku miesięcy. Nabyliśmy trzymetrowy chodnik na nasz korytarz. Można powiedzieć, że do tej inwestycji szykowaliśmy się od długiego czasu niczym minister Nowak do budowy autostrady. A ostateczną decyzję o wyborze koloru podjęliśmy w sklepie w ciągu 10 minut. Wczoraj obszyty chodnik spoczął na podłodze korytarza.
– Hmm… – zasępiła się Misza. – Brązowy byłby chyba ładniejszy.
Moja żona kręciła głową. Chyba miała rację bo i ja jakoś nie wpadłem w euforię na widok ciemnoszarego (choć Misza uważa, że to beżowy), dumnie prężącego swe jasne paski nabytku. Co zrobić? Skrojony chodnik nie podlega zwrotowi.
Wieczorem, gdy dzieci już spały Misza otworzyła butelkę czerwonego wina, na które miała ochotę już od jakiegoś czasu. Nie wiem czy zrobiła to ze zgryzoty, czy z radości, że w końcu korytarz nam wymodniał. Choć nie przepadam za czerwonym winem i ja wzniosłem toast za nowy nabytek. I szczerze mówiąc już po drugim kieliszku zaczęliśmy postrzegać chodnik w nieco optymistyczniejszych barwach. Zaczął się nam nawet podobać.
