Radosne słowo-tfurstwo

Niezauważnie przeminęły już dawno czasy kiedyśmy to jako rodzice ze wzruszeniem obserwowali rozwój mowy naszych młodych potomków. Od zachwytu nad pierwszymi samodzielnie wypowiedzianymi słowami, poprzez radosny okres dziecięcego słowotwórstwa i nieporadne próby stosowania w praktyce gramatycznych zasad języka ojczystego. Pamiętam jeszcze jak Franki na śrubki powiedział, że to są ,,wkrętasy do śrubensowania”, a pracowników oczyszczjących przydrożne rowy nazwał ,,koparnikami”. Zo na wilczycę z bajki mówiła ,,mama wilcowa”, a gdy przechodziła przez jezdnię podawała grzecznie rękę, a to z uwagi na to ,,że tu jeździ ulica”.

No cóż… to je bylo i se ne wrati.

Teraz przeskoczyliśmy o jeden poziom wyżej. Nasze dzieci przeżywają fascynację słowem pisanym. Okazuje się, że nauka liter w szkole może być bardzo przydatna. Nawet w zabawie. A ile przy tym radości i nowych środków ekspresji…

Fakt. Z ortografią to jeszcze jest kiepsko. Ale póki co, to bez konsekwencji. No i jest zabawnie.

O tatamaracje

Z wykształcenia politolog, dziennikarz i doradca życia rodzinnego. Z miłości mąż i ojciec dwójki dorosłych już dzieci. Lubię pisać, tworzyć wszelakie formy pisane od bloga, poprzez recenzje książkowe na drobnych utworach literackich kończąc.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *