Niezauważnie przeminęły już dawno czasy kiedyśmy to jako rodzice ze wzruszeniem obserwowali rozwój mowy naszych młodych potomków. Od zachwytu nad pierwszymi samodzielnie wypowiedzianymi słowami, poprzez radosny okres dziecięcego słowotwórstwa i nieporadne próby stosowania w praktyce gramatycznych zasad języka ojczystego. Pamiętam jeszcze jak Franki na śrubki powiedział, że to są ,,wkrętasy do śrubensowania”, a pracowników oczyszczjących przydrożne rowy nazwał ,,koparnikami”. Zo na wilczycę z bajki mówiła ,,mama wilcowa”, a gdy przechodziła przez jezdnię podawała grzecznie rękę, a to z uwagi na to ,,że tu jeździ ulica”.
No cóż… to je bylo i se ne wrati.
Teraz przeskoczyliśmy o jeden poziom wyżej. Nasze dzieci przeżywają fascynację słowem pisanym. Okazuje się, że nauka liter w szkole może być bardzo przydatna. Nawet w zabawie. A ile przy tym radości i nowych środków ekspresji…
Fakt. Z ortografią to jeszcze jest kiepsko. Ale póki co, to bez konsekwencji. No i jest zabawnie.

