Stał się cud! No, może trochę przesadzam, bo nie ma w tym żadnej ingerencji sił niebiańskich. Po prostu samo wydarzenie ma cudowne konsekwencje. Po raz pierwszy od dziesięciu lat spędzamy wakacje bez dzieci. Spędzamy je co prawda w pracy, ale jest jakoś inaczej. Bardzo wyraźnie inaczej.
Wpierw dzieci były przez dziesięć dni w Karpaczu na obozie organizowanym przez szkołę. Teraz są pod troskliwą opieką cioci Ani w Łącku na Pomorzu. Piszemy do siebie listy i wysyłamy szybką pocztą (czyli sms-em).
Zosia:
Ja:
Co u nas słychać?
U nas cisza, nie ma dzieci,
czas powoli bardzo leci.
Nikt nie krzyczy, się nie kłóci,
na kanapie Minia mruczy.
Choć tak cicho jest od ranka,
to brakuje Zosi, Franka,
którzy w Łącku przebywają,
tam wakacje swe spędzają!
I jeszcze raz ja:
Co porabia dzisiaj młodzież?
Jaką założyła odzież?
Czy jest chłodno, czy wiatr wieje?
Może słońce mocno grzeje?
Czy nad morzem się opala?
Czy jest dzisiaj duża fala?
Czy też w morzu zimna woda?
Jaka w końcu jest pogoda?
Czy wesołe macie minki?
Hej, napiszcie do rodzinki…

