Miłość bratersko-siostrzana

Franki i Zo są obecnie na chorobowym w domu. Przez dwa dni sprawowałem nad nimi opiekę. Nie było wcale fajnie…

Potomstwo nasze jest już w wieku względnej samodzielności i samobieżności. Potrafi się samo ubrać, uprzątnąć wokół siebie i teoretycznie znaleźć sobie jakieś zajęcie. Cóż więc pozostaje opiekunowi? Przygotować posiłki, podać lekarstwa i mieć chociaż jedno oko stale otwarte. Tak niewiele… Zapowiadały się więc dwa dni pełnego relaksu i odpoczynku od pracy. A jak było…

– Tato, ty nie umiesz dobrze sprawdzać temperatury. Mama wkłada mi termometr głębiej do ucha – narzekała Zo, a potem z aptekarską precyzją kontrolowała mnie czy podałem jej dokładnie 10 mililitrow syropu i czy aby na pewno tego, o którym mówiła mama.

– Tato, a ona mnie denerwuje, bo nie chce się ze mną bawić – krzyczał Franki, poczym zwracał się z tą samą tonacją głosową w kierunku swojej siostry – Głupia jesteś!

– Sam jesteś głupi i wynoś się z mojego pokoju – krzykiem odpowiadała Zo.

Zagonienie ich do odrabiania lekcji było ciężką katorgą. Jeden drugiemu wyrywał zeszyt, bili się o gumkę do mazania, o kredki. Biegi, krzyki, przepychanki. I tak przez całe przedpołudnie. Żadnego spokoju, żadnego wymarzonego wcześniej odpoczynku.

Na szczęście wymyśliłem coś w rodzaju straszaka, coś, co skutecznie zaczęło stopować buntownicze zapędy rodzeństwa. Użyłem słowa zaklęcia, które podziałało odstraszająco. Słowo nowe, nieznane i brzmiące złowrogo. To słowo to PREWENTORIUM. Zapowiedziałem, że jak się nie uspokoją, to zawiozę ich do prewentorium. Tam przetrzymują chore dzieci, którymi rodzice nie mogą się zaopiekować.

Cudowny lek. Straszak skutecznie zadziałał. Ponieważ następnego dnia miała się nimi zająć Stenia uprzedziłem wieczorem, że jak nie będą grzeczni, to bez odwołania oddajemy ich do prewentorium.

Rano Zo wstała wcześniej ode mnie. Pobiegła do łazienki, umyła się i przybiegła do mnie.

– Przygotowałam już dla Franka szczoteczkę do zębów i pastę – oznajmiła uśmiechnięta. Parę minut później obudził się Franki.

– Witaj moja siostro! – zawołał przeciągając się w swoim łóżku – W co się dziś będziemy bawić?

W pokoju Franka trwały gorączkowe narady. O dziwo wszystko się odbywało w nadzwyczaj spokojnej atmosferze. Gdy wychodziliśmy z Miszą do pracy Franki rzucił mimochodem stwierdzenie:

– Zosia, wiesz kto jest najwspanialszą siostrą na świecie? Ty, ty jesteś!

Widmo prewentorium przynosiło blogosławione owoce. No, przynajmniej z samego rana.

O tatamaracje

Z wykształcenia politolog, dziennikarz i doradca życia rodzinnego. Z miłości mąż i ojciec dwójki dorosłych już dzieci. Lubię pisać, tworzyć wszelakie formy pisane od bloga, poprzez recenzje książkowe na drobnych utworach literackich kończąc.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Dzieci, Rodzinne i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *