Nocowanie dwóch panien W.

Dziś próbujemy dociec, kto pierwszy wpadł na pomysł zaproszenia do naszego domu na nocleg dwóch szkolnych koleżanek Zo. Czy była to odgórna inicjatywa Miszy, czy raczej oddolne pragnienia naszej córki. Plan jednak został przyjęty do realizacji i w miniony piątek po południu w naszym sosnowym domku zjawiła się zaraz po szkole koleżanka W. Pierwsza, a wkrótce dołączyła do niej W. Druga. Początek był miły i obiecujący. Dziewczynki grzeczne, uśmiechnięte, chętne do zabawy. Zo bardzo przeżywała wizytę i była bardzo podekscytowana, a Franki, który z racji rekonwalescencji po nieżycie gardła przebywał cały dzień w domu, zajął się porządkami i starał się nie zabałaganić pokoju, aby zrobić dobre wrażenie na spodziewanych gościach.

Niestety, im dłużej trwał pobyt dwóch koleżanek W., tym nasze nerwy były wystawiane na coraz większą próbę wytrzymałości. Franki miał nadzieję, że będzie mógł dołączyć do zabawy dziewczyn, ale szybko się okazało, że koleżanki są raczej odmiennego zdania. No, chyba, że Franki będzie odgrywał rolę złego potwora i będzie je gonił po całym naszym mieszkaniu. Gonienia po mieszkaniu zabroniliśmy, a i Frankiemu ten pomysł nie przypadł do gustu, czemu dawał głośny wyraz wykrzykując co po chwila:

– Głupie dziewczyny, ja nie chcę żeby one tu były!

Zo zaprosiła dwie koleżanki w nadziei, że te będą podziwiały jej pokój, wyrażą zachwyt nad strojami do przebierania, lub podzielą jej fascynację serialem ,,Violetta”. Nic z tych rzeczy… Szybko się okazało, że Zo jest tylko pewnym dodatkiem do ,,nocnej przygody” obu koleżanek W. i w zasadzie ona sama nawet nie jest im do niczego potrzebna. O ile W. Druga zachowywała kulturalny dystans do nas, jako gospodarzy, o tyle W. Pierwsza szybko poczuła się bardzo swobodnie w naszym domu i postanowiła realizować własne plany rozrywkowe. Kiedy z Miszą zaproponowaliśmy, że zrobimy dla dzieci kolację przy świecach i muzyce W. postanowiła zbojkotować ten ,,nudny” pomysł i poszła szukać sobie gier na laptopie z którego puszczałem akurat nastrojowe piosenki. Propozycja obejrzenia w telewizji ,,bajki na dobranoc” też nie przypadła jej do gustu, gdyż wolała oglądać swoją bajkę, którą przyniosła na płycie DVD. W czasie kąpieli dziewczyny zamknęły się w łazience i mimo ostrzeżeń Miszy urządziły sobie solidne mycie włosów. Warto zaznaczyć, że obie koleżanki W. mają długie, gęste włosy. Następne trzy kwadranse Misza poświęciła na słuszenie dwoma suszarkami owych długich i gęstych włosów obu koleżanek W.

Atrakcją wieczoru miały być stare bajki wyświetlane na diaskopie, który pamięta czasy mojego dzieciństwa. Miało to być coś innego, coś czego dziewczyny na pewno nie mają okazji zobaczyć na co dzień. Nasze dzieci bardzo lubią takie wieczory w starym stylu. Nasze dzieci tak, ale koleżanki W. może już nie specjalnie. W. Pierwsza już po projekcji pierwszej bajki stwierdziła, że jest rozczarowana, bo pojawiające się na ścianie obrazki nie ruszają się i nie mówią (widocznie nie spodobało jej się moje czytanie). Po drugiej bajce położyła się demonstracyjnie na łóżku i wystawiając nogi do góry zaczęła zasłaniać projekcję. Po trzeciej bajce mi nerwy póściły i skończyłem zabawę z diaskopem. Wtedy W. Pierwsza stwierdziła, że ona opuszcza sypialnię i idzie się bawić do salonu. Powiedziałem, że jest już późno i o tej godzinie w salonie mogą być tylko rodzice, a dzieci są w swoich łóżeczkach.

– No i co mi pan zrobi? – spytała bezczelnie mała ośmiolatka.

W sobotni poranek robiłem przede wszystkim dwie rzeczy. Starałem się jak mogłem odciągnąć Frankiego od towarzystwa dziewczyn oraz powstrzymywać siebie samego od ingerencji w poczynania obu koleżanek Zo. Mimo ostrzeżeń Frankiego wciąż ciągnęło do zabawy z dziewczynami, które zwykle kończyły się po chwili głośnym zawodzeniem młodego:

– Głupie dziewczyny, ja nie chcę żeby one tu były!

Misza tymczasem dwoiła się i troiła, żeby zapewnić atrakcję i umilić pobyt obu panien W. Wymyśliła lepienie ozdób z masy solnej, wypalanie ich i malowanie. Fajna sprawa.

– Ja z W. Drugą robimy razem – oznajmiła szybko W. Pierwsza.

– Ale ja chcę być razem z wami – protestowała Zo.

– Nie, bo ja pierwsza powiedziałam, że będę z W. Drugą. Ty możesz być z Frankiem.

– Nie, ja chcę być z dziewczynami. Dziewczyny razem, chłopacy osobno.

Słysząc to Franki znów wpadał w złość: – Głupie dziewczyny, ja nie chcę żeby one tu były.

Nasza nerwowa szarpanina skończyła się na szczęście o godzinie trzynastej. Po panny W. przyjechały ich mamy. W. Druga uśmiechnęła się promieniście, powiedziła ,,do widzenia” i szybko zniknęła za drzwiami. W. Pierwsza zastrajkowała i powiedziała, że nie chce wracać do domu i że ona zostanie u nas na drugą noc. Dopiero po ostrej reprymendzie ze strony matki opuściła wreszcie nasze progi.

W poniedziałek po szkole pytaliśmy Zo jakie wrażenia wyniosły jej koleżanki z pobytu w naszym domu. Zo nie była skora do zwierzeń. Z W. Drugą nie bawiła się tego dnia w ogóle, a W. Pierwsza na przerwie sypnęła ją piaskiem w twarz i potwierdziła, że zrobiła to specjalnie.

No to kto w końcu wpadł na ten pomysł z nocowaniem szkolnych koleżanek? To chyba nie jest już takie ważne. Myślę, że temat zapraszania znajomych z klasy mamy na kilka miesięcy z głowy. Tylko, że teraz Franki marudzi, że jego kolej na zaproszenie na nocleg swoich kolegów… Ludzie trzymajcie mnie mocno!

O tatamaracje

Z wykształcenia politolog, dziennikarz i doradca życia rodzinnego. Z miłości mąż i ojciec dwójki obecnie nastolatków: Zosi i Franka. Lubi pisać, tworzyć wszelakie formy pisane od blogu, poprzez recenzje książkowe na utworach literackich kończąc. Obecnie pracuje w drukarni naukowej.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii, Dzieci, Rodzinne i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *