Majowe weekendowanie

Jak Polska długa i szeroka przez pięć dni trwała wielka majówka z grillem w tle. Kto mógł ruszał w plener, na działki, nad morze lub w góry. A my w składzie dwóch rodzin i dziadka tradycyjnie już udaliśmy się do Sierakowa. Wszyscy z którymi rozmawiam teraz w pracy dziwią się, że mieliśmy dobrą pogodę. To fakt. Sam jestem zdziwiony, bo wbrew prognozom przez pięć dni naszego pobytu było ciepło i nie spadła ani kropla deszczu.

Oczywiście największą frajdę z wyjazdu do ,,zielonego domku” miały nasze dzieci: Zo, Franki, Karolcia, a przede wszystkim najmłodszy w rodzinie, czyli Felo. Temu to uśmiech nie schodził z twarzy. Wszystko go interesowało, wszystkiego musiał dotknąć i zafascynowany nabytą parę miesięcy temu umiejetnością samodzielnego poruszania się na własnych nogach, przebywał z nieukrywaną radością prawdziwe kilometry przeróżnych odległości (na korytarzu w ośrodku, w restauracji, na placu zabaw, nad jeziorem i w lesie). Pozostały młody narybek cieszył się z dużego placu zabaw i ogromnej ilosci piachu na nim. Franki był przeszczęśliwy, bo od razu znalazł sobie towarzystwo w postaci równolatka Filipa, którego po krótkim zapoznaniu uznał za ,,najlepszego kolegę jakiego kiedykolwiek miał”. Zo biegała z Karolinką, tudzież za Felem i również poznała jakąś koleżankę – Julię.

Atrakcji było zresztą  co nie miara. Pojechaliśmy na festyn tulipanów do Chrzypska. Były karuzele, gabinet śmiechu, zawody konne w skokach przez przeszkodę i oczywiście stragany z wszelakim kolorowym badziewiem made in China. Przez te stragany wyszła cała awantura, bo dzieci rzecz oczywista chciały mieć ,,małe pamiąteczki”. Ale nie takie małe za drobne pieniądze, tylko takie małe za duże kwoty. Był przy tym płacz, obraza i próby emocjonalnego szantażu. Franki nawet zrobił tak rozpaczliwą scenę, że pan handlarz badziewiem opóścił z ceny, żeby tylko nasz syn mógł nabyć badziewny czołg, który wył przeraźliwie. Jeszcze tego samego dnia od czołgu odpadło koło (wspominałem już, że to wszystko to badziewie?). Na szczęście w naszym ośrodku było wystarczająco dużo atrakcji, więc nie musieliśmy wracać następnego dnia na festyn tulipanów. Było więc ognisko i przypalanie kiełbasek, karaoke i pokazy tańców naszych dzieci, jazda do puszczy noteckiej na wieżę widokową, spacery nad jezioro, wyprawy na lody, gra w piłkarzyki i bufet szwedzki na śniadanie. Dzieciom bardzo spodobało się to, że mogą same nakładać sobie na talerz to co chcą. Inna sprawa, że raczej do wyboru nie było tego, czego oni akurat by chcieli.

My dorośli głównie to zażywaliśmy spokoju i pewnego wytchnienia od codzienności. Miło jest gdy nie musisz zrywać się bladym świtem, jedzenie masz podawane pod nos i niczego nie musisz sprzątać ze stołu. Wieczorem piwko i bilardzik w klubie.Takie pięć dni oderwane od codzienności. Tylko Misza przypłaciła ten spokój przeziębieniem i wysoką temperaturą. Dlatego w niedzielę wcześniej wracaliśmy do domu.

Z pobytu w Sierakowie zostały nam miłe wspomnienia i wiersz (powstał on pod wpływem natchnienia jakie udzieliło mi się po wysłuchaniu tyrady na cześć sponsorów w wykonaniu miejscowego wierszoklety z Chrzypska).

W Sierakowie jest majówka,

ładne pokoje w nich lodówka,

telewizor i programy,

wszyscy się tu zabawiamy.

W Chrzypsku festyn tulipanów,

coś dla pań i dla panów

i zawody są Królika,

jego syn na koniu bryka.

Czas nam miło tutaj leci,

mnóstwo zabaw jest dla dzieci,

jest ognisko i kiełbaski,

a w około fajne…

krajobrazki!

O tatamaracje

Z wykształcenia politolog, dziennikarz i doradca życia rodzinnego. Z miłości mąż i ojciec dwójki obecnie nastolatków: Zosi i Franka. Lubi pisać, tworzyć wszelakie formy pisane od blogu, poprzez recenzje książkowe na utworach literackich kończąc. Obecnie pracuje w drukarni naukowej.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *