Coś się jednak zmienia w charakterze naszych dzieci. Czasami te zmiany idą nawet w dobrym kierunku. Czyli misja wychowawcza zaczyna przynosić pożądane owoce. Wydawałoby się, że bój o sprzątanie po sobie zabawek jest wciąż przegrywany przez nas rodziców. Tymczasem nasz młody rycerz Frankoni zaczął od niedawna hołdować jednej z cnót rycerskich i stał się bardzo wrażliwy na punkcie porządków. Oczywiście porządki dotyczą tylko i wyłącznie jego pokoju. W jadalni mogą się walać jego książki, porzuceni w straceńczej misji żołnierze, koce które służą do budowy namiotów. To Frankiego nie obchodzi. Natomiast w jego pokoju musi panować idealny porządek. Bawiłem się z nim niedawno żołnierzykami. Zbudowałem fortecę, obsadziłem ją wojskiem i myśląc, że w ten sposób ,,sprzedałem” mu temat do dłuższej zabawy chciałem się dyskretnie ulotnić z jego pokoju.
– Tata, jak skończyłeś się bawić, to teraz pochowaj moje żołnierzyki – zawrócił mnie na progu mój własny syn.
Misza opowiadał mi jeszcze lepszy numer. Rano przed wyjściem do szkoły szukała w szafie dla Frankiego rzeczy do ubrania. Wyciągnęła dwie koszulki do wyboru. Franki założył jedną, a drugą wskazał Miszy z wyrzutem w oczach. Dopiero jak koszulka zniknęła z powrotem w szafie odetchnął z ulgą.
Teraz pozostaje jedynie problem z Zo, która jest mistrzynią w robieniu nieporządku w swoim pokoju. Nasza córka posiada niewątpliwie dar do wypełniania wolnego czasu zabawą. Umie sama się bawić, nigdy się nie nudzi i nie zmusza nikogo do udziału w zabawie. Wystawia na podłodze rzędy ludzików, laleczek, wycina coś w kółko, przystraja. Wygląda to wszystko imponująco. Niestety w żadnej mierze Zo nie poczuwa się do uprzątnięcia swego placu zabaw. Na tym polu, my jako rodzice wciąż jeszcze ponosimy klęskę.
