No to skończył się błogostan czasu wakacji. Pora wrócić znów do szkoły. Nie tylko nasze dzieci wracają do nauki, ale i my razem z nimi. Znów zaczynają się ranne pobudki, szykowanie plecaków, odwożenie do szkoły, odrabianie lekcji, zaganianie do łóżek… I tak tydzień w tydzień przez następne dziesięć miesięcy.
Franki był bardzo obrażony gdy w sobotę rano uświadomiliśmy go, że to ostatni weekend wakacji.
– Dlaczego nikt mnie nie uprzedził? – wolał oburzony i próbował się targować. – To niesprawiedliwe. Powinno być jeszcze conajmniej pięć dni wolnych.
Jego opór był jednak daremny. Pierwszy września zbliżał się nieuchronnie. Czasu nie dało się zatrzymać. Zosia się nawet cieszyła z rozpoczęcia roku szkolnego.
– Ciekawe jak będą wyglądały nowe podręczniki?
Ku mojemu zdziwieniu wyraziła też chęć jedzenia obiadów w stołówce. Franki był natomiast przeciwnego zdania. Bardziej od posiłków interesowała go sprawa zakładania z kolegami z klasy nowych tajnych baz na boisku szkolnym. Po drugim dniu szkoły spytałem młodego o wrażenia.
– W porządku – odparł od niechcenia.
– Tylko tyle? Nic ciekawego się nie wydarzyło? – próbowałem się czegoś wywiedzieć.
– A tak – odparł Franki po chwili namysłu – na dużej przerwie było fajnie.
I to by było na tyle jeśli chodzi o rozpoczęcie nowego roku szkolnego. Jest fajnie. Zosia w trzeciej, a Franki w drugiej klasie. Nie są nowicjuszami i szkoła ich nie przeraża. Normalka. Alleluja i do przodu!
