Szkolne obiady

Trzeba przyznać, że nasze dzieci nie są amatorami jedzenia, a już obiadów to w szczególności. W dodatku jeżeli chodzi o obiady szkolne, no to już jest prawdziwa tragedia. Już we wrześniu pierwsza płakała Zo, że ona nie będzie chodziła na obiady do świetlicy, bo to ją za bardzo stresuje. Ale minął pierwszy miesiąc, teraz drugi i chyba nasza córka jakoś się przyzwyczaiła. Teraz dla odmiany zaczął Franki.

– Obiady są fujowe! Nie lubię ich jeść!
– Dlaczego?
– Bo podają rybę ze skórą!
Wczoraj zaczął nas wypytywać:
– A kiedy ja nie będę musiał chodzić na obiady? W jakie dni?
Nie bardzo wiedziałem o co mu chodzi i jak mam mu odpowiedzieć na to pytanie.
– Nie będziesz chodził w soboty i niedziele – powiedziałem w końcu na odczepnego.
– To fajnie! – ucieszył się nasz sześciolatek. – Musisz to jutro powiedzieć pani w szkole, że nie będę jadł obiadów w sobotę i niedzielę!
Minę miał tak szczęśliwą i rozpromienioną, że nie chciało mi się tłumaczyć, że sobota i niedziela to dni wolne od szkoły. Niech ma choć odrobinę satysfakcji. 

O tatamaracje

Z wykształcenia politolog, dziennikarz i doradca życia rodzinnego. Z miłości mąż i ojciec dwójki dorosłych już dzieci. Lubię pisać, tworzyć wszelakie formy pisane od bloga, poprzez recenzje książkowe na drobnych utworach literackich kończąc.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *