Przyroda w końcu się nad nami zlitowała i po zimowych i mroźnych weekendach lutowych nareszcie zrobiła się piękna pogoda na spacer. Ponieważ Zo została ostatnio samozwańczą obserwatorką i obrończynią przyrody pojechaliśmy w sobotę na obserwacyjny spacer w okolice jeziora. Dołączyła do nas Karolinka i Felo (oczywiście smacznie śpiący w swoim przytulnym czterokołowcu). Słoneczko miło przygrzewało, ale ku naszemu zaskoczeniu całe jezioro było jeszcze skute grubą warstwą lodu. Zo zaliczyła bliski kontakt z przyrodą wchodząc butami wprost w końskie łajno.
Niestety nie udało się nam wypatrzyć żadnych żywych przedstawicieli przyrody nadwodnej i przygotowany dla nich uprzednio chleb zjedliśmy sami. Były też jeszcze frytki z pobliskiej budki i coca-cola (wypita ukradkiem w tajemnicy przed Miszą).
Na usilną swą prośbę Franki otrzymał do ręki aparat fotograficzny i zaczął robić zdjęcia. To jego nowa pasja – fotografia plenerowa. Będę pewnie musiał stworzyć osobny link z galerią zdjęć Frankiego. Młody fotografuje wszystko, co dla niego jest ciekawe, tzn. swoje buty, znaki drogowe, kamienie, ławki, błoto, zniszczone słupy. Bez żenady fotografuje mijających go spacerowiczów. Ciekawie też wyglądają zdjęcia z nietypowej perspektywy wysokości jednego metra nad ziemią. Na prawdę, ten świat widziany oczami dziecka jest zadziwiająco ciekawy.
