Zapas oliwy

W końcu nadchodzą i pozostałe panny, prosząc: «Panie, panie, otwórz nam». Lecz on odpowiedział: «Zaprawdę powiadam wam, nie znam was» (Mt 25, 1-13).

Mocno zastanowiły mnie te słowa z Ewangelii. Oblubieniec mówi do swoich nierozsądnych, a mówiąc wręcz kolokwialnie, głupich panien: ,,nie znam was”. Mówi tak szorstko, tylko dlatego, że nie miały ze sobą zapasu oliwy i pogubiły się. Ostre słowa wobec umiłowanego, choć pogubionego stworzenia. Czyż Bóg nie posłał swego Syna aby zbawił każdego człowieka, aby swoją ofiarą zmył nasze grzechy i przewinienia?

Spojrzałem jednak na tą Ewangelię z mojej, ojcowskiej perspektywy. Czyż nie jest marzeniem każdego rodzica, aby jego dzieci były mądre, roztropne, przewidujące? Oczywiście, w idealnym świecie tak się dzieje. Przekazujemy naszym potomkom najlepsze porady, życiowe mądrości, wskazujemy najprostszą drogę do szczęścia. Chcemy, żeby korzystały z naszych rad i doświadczenia, żeby nie popełniały błędów. Tak jest w idealnym świecie. Tak jest zapewne w Królestwie Bożym. W rzeczywistości dnia codziennego mój nastoletni syn jeździł autobusami na gapę, bo nie chciało mu się odbijać biletów, do czasu aż nie trafił na kontrolę i przeżył wszystkie nieprzyjemności związane z wypisaniem mandatu. Co z tego, że my rodzice wpajaliśmy mu zasady uczciwości i dobrego postępowania. On i tak robił swoje. W idealnym świecie mój syn dbałby o porządek w domu, wyręczał nas w drobnych pracach pomocowych, dobrze by się uczył, myślał o swojej przyszłości i pozostawał w dobrych relacjach z nami, swoją siostrą a przede wszystkim z  Panem Bogiem. W rzeczywistości nasze rodzicielskie rady, prośby i upomnienia traktuje jak zło konieczne. Nieraz mam ochotę powiedzieć mu wprost: ,,nie poznaję cię synu”. A jednak nie oznacza to wcale, że przestałem go kochać, że się go wyrzekam. Po prostu jest mi żal i przykro. Chciałbym, żeby był jak te panny roztropne, bym mógł radować się z nim z jego mądrego i prawego postępowania.

Na szczęście jest jeszcze czas, może ostatnia szansa, żebym to ja po cichu dolewał mu oliwy do lampy, żebym dbał aby ona nie przygasła. Myślę, że Pan Bóg czyni tak samo. Zależy mu na każdym stworzeniu i niejednokrotnie, przez różne sytuacje życiowe przywołuje nas ku sobie.

Chcę być przy moich dzieciach, chcę, póki jeszcze będę mógł dolewać oliwę miłości, dobrego słowa, bliskości, wsparcia, zrozumienia, modlitwy. Nie zamknę przed nimi drzwi mojego serca, nawet jeśli się pogubią.

O tatamaracje

Z wykształcenia politolog, dziennikarz i doradca życia rodzinnego. Z miłości mąż i ojciec dwójki obecnie nastolatków: Zosi i Franka. Lubię pisać, tworzyć wszelakie formy pisane od bloga, poprzez recenzje książkowe na drobnych utworach literackich kończąc. Obecnie pracuję w drukarni akademickiej i prowadzę kursy przygotowawcze dla narzeczonych.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Dzieci, Rodzina, wychowanie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *