Nastał spokój. Dzieci nie ma w domu. Są z Miszą w domku nad jeziorem. Ja gospodarzę się sam. No prawie sam… Jest ze mną nasza ogrodowa dzikuska, kotka Minia. Gdy wracam z pracy otwieram drzwi od tarasu i wpuszczam ją do domu. Ja zjadam obiad, a ona siedzi pod stołem i wpatruje się we mnie. Wystarczy jednak, że wstanę z krzesła kotka daje nura na ogródek.
To dziwne uczucie gdy w domu panuje taka cisza. Pokoje dziecięce są uporządkowane, łóżka starannie przykryte kocykami. W kuchni nie piętrzą się naczynia na suszarce. Spokój. A jednak ten spokój jakoś mnie smuci. Czuję się wybrakowany, niepełny.
Te kilka dni samotnych popołudni w domu uświadomiły mi, że jestem już przestrojony na zwierzę rodzinne. Nie dla mnie samotny tryb życia. Pochłonął mnie instynkt stadny. Już w przyszłym tygodniu dom zapełni się gwarem, wrzaskami, trzaskaniem drzwiami, śmieciami w kuble i bałaganem w pokoju. Tęsknię za tym…
