Wciąż jeszcze się przeprowadzamy. Ciągle coś trzeba spakować, przewieźć, wypakować, umyć, znaleźć miejsce w szafie. Trwa to drugi tydzień i wszyscy, łącznie z dziećmi mamy tego wszystkiego już po dziurki w nosie. Czasami emocje biorą górę i puszczają nerwy. Zwłaszcza Misza odchorowuje całą tą przeprowadzkę i wciąż powtarza, że nie ma siły.
Wczoraj wieczorem mieliśmy szykować już dzieci do spania, ale gdy wpadliśmy z Miszą do pokojów dzieci zaczęliśmy robić generalne porządki w ich szafkach. W pewnym momencie Misza przerwała i poszła kąpać Frankiego. Zo została ze stertą swoich zabawek, które trzeba było poszeregować do odpowiednich pudełek.
– Musimy pomóc mamie w sprzątaniu – odezwała się do mnie Zo. Ja siedziałem na kanapie z mętnym wzrokiem utkwionym gdzieś w przestrzeni. Kompletnie się zawiesiłem.
– W ogóle to ja mało mamie pomagam – kontynuowała swój wywód Zo. – Teraz jednak mama jest zmęczona więc musimy jej pomóc.
– Yhy! – wyjęknąłem.
– No więc rusz swój tyłeczek tatusiu! – uśmiechnęła się słodko moja mała księżniczka.
