Przeprowadzkowe hocki-klocki

Teraz mogę już zameldować. Jesteśmy już pełną gębą Sosnową Czwóreczką. Od soboty śpimy, jemy, czyli mieszkamy w naszym nowym miejscu na świecie. Wciąż jeszcze na pudłach, siatkach i workach, ale po malutku oswajamy otoczenie i staramy się zaprowadzać własne porządki.

Przy okazji przeprowadzki znalazłem moje trzy figurki żołnierzy z czasów II wojny światowej, ręcznie malowanych. Pokazałem je Frankiemu zaznaczając, że są wyłącznie moje, nie do zabawy i że stanowiły kiedyś zaczątek mojej niedokończonej kolekcji. Mojemu małemu rycerzowi Frankowi aż oczy się zaświeciły z zachwytu.

– A jak będziesz już stary i umrzesz, to dasz mi tych żołnierzy? – dopytywał się.

– Jak umrę to już nie będą mi potrzebne – odparłem z uśmiechem.

– To będę ci przypominała o tym przed twoim umrzeniem.

Zo natomiast porwała jeden z kartonów, w którym zapakowane były części do jej nowego biurka. Wywierciła w nim dwa otwory na oczy, przykleiła piórko i oświadczyła, że ten nowy stwór nazywa się Smoczuś. Kartonowe pudełko z piórkiem stało się wkrótce bardzo cennym obiektem pod specjalnym nadzorem właścicielki. Smoczuś pojechał z nami w niedzielę do kościoła (na szczęście został w samochodzie), w pokoju Zo ma przygotowane posłanie, jest karmiony, przykrywany kocykiem, w wczoraj został zabrany do przedszkola.

Bardzo byśmy się oboje z Miszą cieszyli gdyby naszym dzieciom wystarczyły tylko takie kartonowe zabawki. Niestety, jak oświadczyła Zo, Smoczuś bardzo by się cieszył, gdyby miał prawdziwy, królewski namiot, taki jaki jest w sklepie IKEA.

O tatamaracje

Z wykształcenia politolog, dziennikarz i doradca życia rodzinnego. Z miłości mąż i ojciec dwójki dorosłych już dzieci. Lubię pisać, tworzyć wszelakie formy pisane od bloga, poprzez recenzje książkowe na drobnych utworach literackich kończąc.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *